Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą rośliny

Zielono mi

Wiosna, cieplejszy wieje wiatr... Po ostatnim dość dużym przewartościowaniu doceniam drobne rzeczy coraz bardziej. Ciesze się już na wiosnę, słoneczko, ciepły wiatr, spacery w troszkę lepszej pogodzie, bieg wokół jeziora. Wiosną wszystko rodzi się do życia, więc i mój balkon powinien. Tegoroczną przygodę z balkonem zaczynam od cyprysa. Ostatnia wizyta w Ikea skończyła się zakupem kilku materiałów i przepięknego cyprysa. Niestety nasza pogoda nie skłania mnie do wyrzucenia go na balkon jeszcze, więc na chwilę obecną cyprys pilnuje wyjścia na balkon oswajając się ze swoim nowym otoczeniem. I tu czas na małą dygresję. Na starym mieszkaniu mieliśmy ogródek, zdecydowanie więcej metrów, ale.... ale wilgoć była niesamowita. Kwiat, który stoi obok cyprysa przez ponad dwa lata nie urósł wcale. Egzystował, ja podlewałam, on nie więdnął. A teraz!! Co za szok! Przeprowadziliśmy się rok temu. Dla mnie ten czas minął strasznie szybko, niepostrzeżenie, ale różnicę widać po moic...

Zanim usłyszę świąteczne dzwoneczki

Zanim popadnę w świąteczny nastrój (a to już całkiem niedługo mnie czeka) chciałabym wrzucić jeszcze kilka fotek moich "łowów" z maminego ogródka. Na nowym miejscu z balkonem nie miałam zbyt dużo przestrzeni na popisy, ale troszkę roślinności zabrałam ze wsi ze sobą. Dwie małe roślinki, dzięki którym zrobiło się u nas troszkę bardziej jak w domu. Jeszcze tylko rozpakuję ostatnią torbę (została w szufladzie nierozpakowana od zeszłego grudnia:P).   Uwielbiam sukulenty i na naszej działce na 100% będą w dość dużej ilości reprezentować nasz ogród. Niestety powierzchniowe ograniczenia obecnego mieszkania zmusiły mnie do zabrania tylko 3 małych aplegierek:) ale na stole prezentują się do tej pory królewsko.                         Pozdrowienia, Iwa 

The limit is in the sky

Miało być zupełnie coś innego. Musze tak zacząć, bo to co powstało na mojej komodzie nie było pierwotnym zamysłem. Każdy element, który się tam znajduje kupiony był z zupełnie innym przeznaczeniem. To nie miało tak wyglądać. Nie miało być takie przyjemnie krzykliwe (przynajmniej dla mnie takie jest), czerwone i paradoksalnie pasujące do siebie.  Ale zacznijmy od początku. Wszystko zaczęło się od grafiki The sky is the limit . Znalazłam ją w internecie i odzwierciedlała to co jeszcze jakiś czas temu działo się u mnie w pracy. Jeszcze kilka miesięcy temu kierownikiem naszego działu był młody, ambitny człowiek z klasą, którego wysoka kultura osobista oraz otwarty umysł inspirował nas do pokonywania gór. Nie było tematów niemożliwych, zbyt trudnych, były tylko ambitne zadania, rzeczowe rozmowy, burze mózgów, które kończyły się efektywnymi rozwiązaniami. Wreszcie po latach pod wodzą starszego pana, który nie potrafił zarządzać ludźmi, działał na niekorzyść firmy, stwarzał nerwo...