Nareszcie przedłużony weekend. Czekałam na niego jak na zbawienie. Pojechaliśmy sobie na wieś! Moi rodzice jadą w końcu na mały wypad jesienny a ja i mój Ukochany jedziemy dopilnować dobytku. Czeka nas trochę sprzątania (akcja czystka w domu na wsi), dojenie i karmienie krów, zabawa z psami i jesienne porządki w ogrodzie. Nienawidziłam tej fizycznej pracy przy krowach będąc dzieckiem a potem nastolatką. Rytm dnia wyznaczały zwierzęta, ciągłe ich pragnienia. Ciężka praca fizyczna rano i wieczorem, która w większości zniechęcała do dalszych wojaży. Dziś po kilku latach za biurkiem, po intensywnym dość życiu studenckim w wielkim mieście troszkę tęskno mi do takiej czystej fizycznej pracy. Pomimo tego, że wiem, że plecy będą boleć, ręce dostaną odcisków, włosy "pachnieć" będą oborą i wstawać rano się nie będzie chciało, to ciesze się na taki właśnie weekend. Odpoczniemy od stresów, problemów wielkiego świata, zajmiemy się sobą, rozmyślaniem w końcu nad naszym lepszym j...
Wszystko o wnętrzu. Moim i nie tylko.